Moja Historia

Jak to się zaczęło.

Witaj! Cieszę się, że tu jesteś, to znaczy, że podobnie jak ja szukasz wyjścia z jakiejś nieciekawej sytuacji – kłopoty materialne, problemy zdrowotne, zła atmosfera w miejscu pracy, beznadziejne widoki na przyszłość. Uwierz mi, ja już przez to wszystko przeszłam!

Pozwól, że w kilku słowach opowiem jak znalazłam się w obecnej sytuacji i dlaczego wybrałam właśnie tę firmę i ten sposób działania dla osiągnięcia moich celów i marzeń. Jak i dlaczego znalazłam się właśnie w tym biznesie i z jakiego powodu z czystym sercem polecam go każdemu, kto chce pracować samodzielnie, ale ze wsparciem wspaniałej grupy, jednocześnie dbać o swoje zdrowie, przyjemność i dobrobyt.

Nazywam się Dorota Franciskovics, urodziłam się w Polsce, gdzie spędziłam dzieciństwo. Tam zdawałam maturę, tam żyją moi krewni.

Na Węgry wyjechałam w czasach, kiedy „modne” były wyjazdy na studia do innych krajów socjalistycznych. Dostałam możliwość nauki na Węgrzech i pomyślałam sobie, czemu nie. Rok nauki języka w Budapeszcie, pięć lat studiów w Gödöllő. To były piękne, beztroskie, najpiękniejsze lata mojego życia. Założyłam tu rodzinę i zostałam na Węgrzech.

Tu spędziłam młodość, tu mieszkają moje dzieci, przyjaciele, znajomi, to moja druga ojczyzna. Serce też ciągnie mnie w dwie strony. Może z tego powodu jestem taka niespokojna i ciągle szukam czegoś nowego. Mieszkałam na południu Węgier, niemal przez 30 lat pracowałam w jednym przedsiębiorstwie, wychowywałam trójkę dzieci. Już wtedy nie byłam w pełni zadowolona ze swojej sytuacji – zarobki na prowincji zawsze były niższe od średniej krajowej, zrobiłam dyplom tłumacza, w ten sposób uzupełniałam swoje dochody i cieszyłam się, że w pewnym sensie otworzyłam się na szerszy świat.

Mijały lata, prywatyzacja w miejscu pracy, nieudane małżeństwo, nowa próba na zmianę – kurs pilota wycieczek, dzieci dorosły, usamodzielniły się. Wyrwałam się z dotychczasowego życia. Tak jak stałam, wzięłam ze sobą tylko swoje doświadczenia, wiedzę i dumę. Znajomy zaproponował mi prowadzenie pensjonatu nad Balatonem. To mi się spodobało. W przeciągu kilku lat stał się bardzo popularny, w okolicy mówią o nim polski dom. Cieszyłam się samodzielnością, sukcesami, lubię tę pracę, kontakty z ludźmi, Balaton, polskich gości. Ale coraz częściej chodziło mi po głowie, że chciałabym mieć miejsce, w którym jestem w domu, takie życie, żeby się nie martwić z dnia na dzień o egzystencję, zachowanie zdrowia i energii.

I tu nastąpiło wydarzenie zupełnie niespodziewane. W całkiem „przypadkowym” miejscu i okolicznościach spotkałam Szabolcsa i Tünde, którzy szukali miejsca na spotkania swojej „kawowej” grupy.

Pensjonat spodobał im się i zaczęli się u nas spotykać. Bardzo wyróżniali się spośród innych bywających tu grup niezwykłą zażyłością i pozytywną energią. Ich sympatyczne zachowanie sprawiło, że chętnie przebywałam w pobliżu, rozmawiałam z nimi i powoli zaczęłam poznawać ich idee, produkty, sposób pracy.

Dowiedziałam się, że to stabilna malezyjska firma działająca od 21 lat w systemie marketingu wielopoziomowego, sprowadzona do Europy przez Węgra László Kocsó. Jej produkty – przede wszystkim kawa – opierają się głównie na leczniczym grzybie ganoderma.

Gdy rzucałam palenie pomyślałam, – jaka szkoda, że papierosy nie są zdrowe, na pewno nie zapomniałabym „zażyć”!

Z kawy nie potrafiłam zrezygnować, gdy poznałam kawę DXN od razu pomyślałam: Hura! Nie ma zdrowych papierosów, ale jest zdrowa kawa!

Kawa w dodatku była pyszna, a to, co słyszałam w trakcie zajęć o innych produktach bardzo do mnie przemawiało. Troska i uwaga, z jaką omawiali problemy, szczera radość z sukcesów współpracowników, zdrowe odżywianie i sport, który większość z nich uprawiała przekonało mnie, że to wartościowi, odpowiedzialni ludzie. Byli wśród nich emeryci i młode mamy z maluchami, małżeństwa i osoby samotne. To, co ich łączyło to była pełna akceptacja firmy, jej produktów, sponsorów, pełne zaangażowanie w biznes i wzajemna pomoc.

Nawet, jeśli bym szukała, nie mogłabym lepiej trafić. Nie miałam pomysłu na życie, a ono samo dało mi rozwiązanie. Nie zastanawiałam się długo, przyłączyłam się do nich i było to najlepszą decyzją, jaką kiedykolwiek podjęłam.

To nie jakaś nowopowstała, szybko znikająca firma-kometa, ale działające od 20 lat stabilne przedsiębiorstwo wytwarzające i oferujące po przystępnych cenach produkty o niezwykłych właściwościach, które ludzie codziennie, regularnie spożywają. W ten sposób zapewnia swoim współpracownikom stabilny, długoterminowy dochód. I to jest to, czego potrzebowałam! Zdrowe produkty i suplementy, które i tak bym kupowała i stabilny, z czasem nawet pasywny dochód.

Poznałam resztę ich produktów, możliwości biznesowe, sieć międzynarodową. Od tego czasu pracuję z nimi, cieszę się każdą chwilą, pracą, nauką, wyjątkowymi właściwościami produktów. I podnosi mnie na duchu świadomość, że to ogromna możliwość, wspaniały biznes, który daje nadzieję i widoki na wyjście z mojej obecnej sytuacji.

Uwielbiam tę pracę! Pomagać innym w osiągnięciu sukcesu, radości, zdrowego trybu życia!

Jeden z moich partnerów powiedział kiedyś:

„gdy człowiek stanie przed jakąś potrzebą, to życie samo podsuwa rozwiązanie”.

To bardzo trafne! Trzeba tylko zauważyć możliwość i przezwyciężyć strach przed zmianą!