Odkrywaj ze mną… 1. Badacsonyörs, znajomą ścieżką

Piękne okolice Wyżyny Balatońskiej odkryłam prawie 10 lat temu. Nigdy nie myślałem, że są tu tak urokliwe miejsca. W ciągu lat pracy w pensjonacie czasami miałam okazję powłóczyć się po ścieżkach wijących się stokami wzgórz, wśród plantacji winorośli i piwniczek winnych, podziwiać niezliczone barwy wód Balatonu, malownicze wschody i zachody słońca.

Ale teraz, kiedy zamieszkałam tu na stałe przyszedł czas na prawdziwe odkrycia. Towarzyszy mi moja kawa z ganodermą, którą również tutaj odkryłam (naprawdę zawsze jest ze mną).

 

Zima nie chce przybyć, więc nie czekam, ruszam w drogę.

Dzisiejszą trasę już kilkakrotnie przeszłam latem, bo zaczyna się zaraz za furtką. Teraz

nie jest tak kolorowo, po porannym słoneczku zrobiło się pochmurnie, ale to też ma swój urok. Kiedy nie wiadomo gdzie kończy się woda, a gdzie zaczyna niebo to tak, jakby się unosiło w powietrzu. Winnice u stóp wzgórza Badacsony ciągną się jakby w nieskończoność.

Drogowskazy stoją samotnie narozdrożach, 

malownicze domki drzemią opuszczone. 

Nawet arboretum jest dziwnie opustoszałe.

Kaplicę św. Jana na wzgórzu widać już z daleka. Nastrojowy kościółek stoi wysoko nad wodą. 

.

Stąd droga prowadzi już w dół obok kamiennych ścieżek i kolorowymi domów.

A oto już granica między Badacsonyörs i Ábrahámhegy.

Ostatni odcinek drogi prowadzi wzdłuż drogi 71 do samego pensjonatu.

Dziękuję za towarzystwo!