Tam, gdzie rodzą się marzenia

Po długim pobycie nad Balatonem odwiedziłam rodzinne strony, Myślałam, że nie ma piękniejszego, bliższego memu sercu miejsca niż Wyżyna Balatońska.

komp5komp3

Jezioro znowu zachwyca kolorami, z promu widać najlepiej, jakie piękne potrafi byćkomp4 „węgierskie morze”!

 

Zapadł mi w serce, bardzo go pokochałam.
BácsalmásNizinne małe miasteczko wydaje się szare, niepozorne po tych zachwycających krajobrazach.

A mimo to bardzo chętnie tu przyjeżdżam. Tu mieszkałam przez 30 lat. Tu urodziły się moje dzieci, tu przepracowałam połowę życia. Mam tu wielu znajomych, przyjaciół i nie mogę wyjść na ulicę tak, żeby ktoś nie zagadał, nie zapytał, co ze mną, co porabiam. Pobyt tutaj ogrzewa serce, bo to senne miasteczko głęboko zapadło mi w duszę. Dobre rzeczy wydają się jeszcze ważniejsze, złe straciły na znaczeniu.

To miejsce, z którego wyruszyłam w świat moich marzeń.

Bo do każdego wzlotu potrzebna jest pewna ostoja, miejsce, od którego można się odbić i w którym można odpocząć, zebrać siły. Jutro z nową energią poszybuję w stronę moich snów.

latawiec

W deszczowy dzień

Od rana leje deszcz, nieprzyjemnie, wietrzyście. Szafirowy zwykle Balaton wygląda… jakby wcale go nie było.

zaskroniec (1)

 

Mały zaskroniec koniecznie chce się dostać do domu, pewnie mu zimno w nogi.

 

 

 

Pająki usidliły krople deszczu w pajęczynie a same schowały się w kryjówkach.

pajęczynaJa też zaszywam się w pokoju. Piecyk cicho mruczy, szkoda, że nie mam kota. Jest czas na zrobienie porządków! W papierach, w myślach, w komputerze. Ile śmieci tam się nazbierało! Ile skarbów znalazło! Zaczęty artykuł, zaplątany adres, zapomniane zdjęcia…

Lubię deszcz. Zmusza do chwili wytchnienia, uporządkowania zaniedbanych spraw. Oczyszcza i odświeża, uspakaja.

unnamed (2)

 

 

Robię sobie pyszną kawę i kontynuuję!

Owocny sezon

DSC00652

Dojrzały nam figi. Delektując się smakiem tego słodkiego owocu nie zawsze pamiętamy, ile pracy trzeba było włożyć, żeby zaistniał. Wczesną wiosną musieliśmy porządnie przyciąć, usunąć uschnięte pędy, aby krzewy mogły się bez przeszkód rozwijać. Potem przez całe lato regularnie podlewać, przerzedzać, nawozić…

figiAle wyrosły pięknie i wkrótce pojawiły się gęsto malutkie owocki.

Słońca w tym roku nie zabrakło i wreszcie trzymam w ręku dorodną figę. Zanim tu przyjechałam znałam tylko smak suszonych, ale tu polubiłam również te prosto z drzewa.

Ten rok był w ogóle udany.

jablkoczpigwysliwkiwinogrono

Jabłka, gruszki, śliwki, pigwy, brzoskwinie, morele i oczywiście tutejsze winogrona obficie obrodziły!

Jeśli włożymy trochę pracy, przyszły rok będzie równie owocny.

Weekend pełen wrażeń

Ten weekend był naprawdę fascynujący. Po kilku chłodniejszych dniach zrobiło się znowu lato. Pojechałam do Budapesztu na konferencję DXN. Dzień zapowiadał unnamed (2)się bardzo przyjemnie, a spotkanie z przyjaciółmi i znajomymi dopełniało to uczucie.
Informacji, jakie otrzymaliśmy od 4 lekarzy medycyny naturalnej na temat właściwości i zastosowania grzybów leczniczych upewniła nas, że warto się nimi zajmować, a uroczyste otwarcie nowego eleganckiego centrum serwisowego DXN uświadomiło mi, że jest to firma naprawdę na światowym poziomie.

Niedziela była dniem rozrywki – w Badacsony odbył się festyn winobrania otwierający dni wina w tym znanym rejonie winnym.

chłopczykdziewczynki

na wozie

Barwny korowód, występy zespołów ludowych, grup młodzieży i przybyłych z tej okazji gmin partnerskich, koncerty i regionalne wino stworzyły niepowtarzalny klimat.

zupakaszanka

Do tego pyszna zupa gulaszowa i pachnąca kaszanka!

To wszystko na długo zapadnie w pamięć!

 

Droga na szczyt

BadacsonyW sobotę rano obudził nas deszcz. No tak – pomyślałam – nic nie będzie z naszej wyprawy. Ale deszcz przestał padać, a członkowie grupy nawet nie pomyśleli, że mogliby zrezygnować z tajnej wędrówki zaplanowanej przez sponsora. Iść, nie iść – zastanawiałyśmy się. Znam okolice, wiem, że wokół jest wiele wzniesień, wulkaniczne góry – nie zapowiada się łatwo, zwłaszcza po deszczu. A my (oprócz dreptania i biegania po schodach w pensjonacie) niewiele
11226946_1480219915637508_630223980122004032_oostatnio chodziłyśmy. Zwyciężyła ciekawość i duch zespołu.

Poszłyśmy. Wkrótce okazało się, że zadaniem jest wspięcie się na najwyższą górę-świadka – Badacsony. Niemały kąsek.

Kiedy na jeszcze dość łagodnie wznoszącym się odcinku sapiąc wiązaliśmy w 11999787_1480224568970376_7213624553341840135_opasie zdjęte swetry i kurtki, zdałam sobie sprawę, że jest to najlepszy czas na wędrówkę – powietrze jest świeże, słońce nie pali. Wszystko będzie
dobrze.

A potem doszliśmy do schodów, słynnych Schodów Wygnańców. 464 bazaltowych, nierównych, śliskich stopni. Chwilami brakło 11934960_1480227212303445_5822279536399417032_ntchu, miękły kolana, drżały nogi. Ale las i skały były piękne, chwilami przebłyskiwał Balaton. Ucichły rozmowy, wszyscy
skoncentrowali się na drodze. Żeby się nie poślizgnąć, żeby nie zostać w tyle. Silniejsi podawali ręce słabszym. Wreszcie weszliśmy. To samo w sobie było oszałamiające, ale po kilku Fentkrokach zobaczyliśmy rozciągający się w dole Balaton! Niezapomniany widok! Nawet nie próbuję opisać, zdjęcie też tego nie odda. Tam trzeba być. Trzeba się wspiąć na szczyt, aby to przeżyć!

leDrogę w dół pokonałyśmy z pełną satysfakcji ulgą, choć też nie była łatwa. Ale to było zupełnie inne uczucie. Bardzo przyjemne uczucie. I widziałem, że wszyscy to czuliśmy – zrobiliśmy to!

W późniejszych rozmowach zabrzmiało pytanie: kto wszedłby jeszcze raz, ale sam?

Myślę, że sama bym nie poszła, ale jeśli ktoś poprosił by mnie, abym pokazała mu drogę … to zrobiłabym to!